Jest rok 2019. Na Łódzką Rewitalizację patrzymy dzisiaj z perspektywy przynajmniej dwudziestu lat działań. To już nie szumne zapowiedzi ale fakty. Jaki jest bilans samej rewitalizacji.
Co włożono ?
1. Przynajmniej 20 miliardów złotych.
2. 20 lat pracy.
Co otrzymano?
1. Spadek liczby ludności miasta o 1/7, dokładnie o 105 515 osób (z 793 217 w 2000 roku do 687 702 w roku 2018).
Żeby sobie uświadomić skalę tej katastrofy warto przytoczyć przykład Paryża, który tuż przed Rewolucją Francuską liczył 630 tys. ludzi a tuż po 546 tys. zaliczając, przy akompaniamencie szalejącej gilotyny, spadek jedynie o 84 tys. osób.
2. Architekturę (nowopowstałą) na poziomie znacznie poniżej schyłkowego Karl-Marx-Stadt.
3. Dużo większe możliwości rozgrywania nocnych wyścigów na ścigaczach po mieście.
Kto ?
Pomimo, że prawie wszystkie łódzkie uczelnie posiadają wydziały gospodarki przestrzennej, są też wydziały rewitalizacji, MPU, wydział rewitalizacji urzędu, szkoły rewitalizacji etc, wydaje się, że myśl płynie skądinąd. Po pierwsze opracowania rewitalizacyjne zostały zamówione w korporacjach czy też inaczej przetargi mogły wygrać jedynie korporacje, a tam jak wiadomo najważniejszy jest bilans ekonomiczny i realizacja pięcioletniego planu rozwoju. Zgodnie z korporacyjnym obyczajem, gdzie wszystko opiera się o procedury i schematy przedłożono gotowe - "sprawdzone" rozwiązania. Tak jakby ktoś kto chce budować dom kupił projekt gotowy - robiony przez nie wiadomo kogo dla nikogo. Ale projekt jest i wszystko się zgadza. Pewnie w Kalkucie mają podobny - zarówno projekt jak i problem.
Zatrudniani są specjaliści przyjeżdżający czasami nawet znad morza, którzy kreują się przy poklasku kolegów i przełożonych na ekspertów w dziedzinie łódzkiej rewitalizacji. W gruncie rzeczy ich publiczna rola ogranicza się do wmawiania nam rzekomego sporu pomiędzy miłośnikami rowerów i drzew a miłośnikami samochodów, spalin i zakupów w centrum miasta. Dlatego się kłócimy.
Łódź jest miastem specyficznym i aplikowanie mu zestawu jeszcze ciepłych schematów prosto z Europy nie wystarcza. Działanie wbrew jej tożsamości rodzi serię wewnętrznych sprzeczności a to prowadzi do katastrofy. Symbolem takiej wewnętrznej sprzeczności jest łódzki woonerf, czyli podwórko na ulicy zaczerpnięte z miejsc gdzie podwórek nie ma, co w istocie jest działaniem antypodwórkowym w mieście podwórek. W sumie rzecz bez znaczenia, ale wyraźnie pokazuje kulawy sposób myślenia. Symbolem takiego myślenia jest zrobienie kilku drobnych woonerfów i kolejny remont Piotrkowskiej zamiast przerzucenia uwagi na al.Kościuszki. Symbolem jest robienie Nowego Centrum Łodzi, które ma zmienić wizerunek miasta przybliżając je do warszawki ale oddalając od historii, przeszłości i tego co o wyjątkowości Łodzi stanowi. Nowe centrum Łodzi jest jak nowa, młoda żona kiedy nie zainwestowaliśmy w ratowanie związku ze starą żoną. Jest nowoczesność, jest błysk szkła i poler kamienia, nie ma wspomnień ani o czym rozmawiać.
Może wszystko trzeba robić właśnie odwrotnie niż jest robione. Cała sytuacja mocno przypomina drugi sezon serialu Fargo, też o miasteczku przy skrzyżowaniu autostrad. Triumf korporacyjnych metod i pieniędzy nad indywidualizmem. Zdziesiątkowany klan Gerhardtów na kolanach.
Co włożono ?
1. Przynajmniej 20 miliardów złotych.
2. 20 lat pracy.
Co otrzymano?
1. Spadek liczby ludności miasta o 1/7, dokładnie o 105 515 osób (z 793 217 w 2000 roku do 687 702 w roku 2018).
Żeby sobie uświadomić skalę tej katastrofy warto przytoczyć przykład Paryża, który tuż przed Rewolucją Francuską liczył 630 tys. ludzi a tuż po 546 tys. zaliczając, przy akompaniamencie szalejącej gilotyny, spadek jedynie o 84 tys. osób.
2. Architekturę (nowopowstałą) na poziomie znacznie poniżej schyłkowego Karl-Marx-Stadt.
3. Dużo większe możliwości rozgrywania nocnych wyścigów na ścigaczach po mieście.
Kto ?
Pomimo, że prawie wszystkie łódzkie uczelnie posiadają wydziały gospodarki przestrzennej, są też wydziały rewitalizacji, MPU, wydział rewitalizacji urzędu, szkoły rewitalizacji etc, wydaje się, że myśl płynie skądinąd. Po pierwsze opracowania rewitalizacyjne zostały zamówione w korporacjach czy też inaczej przetargi mogły wygrać jedynie korporacje, a tam jak wiadomo najważniejszy jest bilans ekonomiczny i realizacja pięcioletniego planu rozwoju. Zgodnie z korporacyjnym obyczajem, gdzie wszystko opiera się o procedury i schematy przedłożono gotowe - "sprawdzone" rozwiązania. Tak jakby ktoś kto chce budować dom kupił projekt gotowy - robiony przez nie wiadomo kogo dla nikogo. Ale projekt jest i wszystko się zgadza. Pewnie w Kalkucie mają podobny - zarówno projekt jak i problem.
Zatrudniani są specjaliści przyjeżdżający czasami nawet znad morza, którzy kreują się przy poklasku kolegów i przełożonych na ekspertów w dziedzinie łódzkiej rewitalizacji. W gruncie rzeczy ich publiczna rola ogranicza się do wmawiania nam rzekomego sporu pomiędzy miłośnikami rowerów i drzew a miłośnikami samochodów, spalin i zakupów w centrum miasta. Dlatego się kłócimy.
Łódź jest miastem specyficznym i aplikowanie mu zestawu jeszcze ciepłych schematów prosto z Europy nie wystarcza. Działanie wbrew jej tożsamości rodzi serię wewnętrznych sprzeczności a to prowadzi do katastrofy. Symbolem takiej wewnętrznej sprzeczności jest łódzki woonerf, czyli podwórko na ulicy zaczerpnięte z miejsc gdzie podwórek nie ma, co w istocie jest działaniem antypodwórkowym w mieście podwórek. W sumie rzecz bez znaczenia, ale wyraźnie pokazuje kulawy sposób myślenia. Symbolem takiego myślenia jest zrobienie kilku drobnych woonerfów i kolejny remont Piotrkowskiej zamiast przerzucenia uwagi na al.Kościuszki. Symbolem jest robienie Nowego Centrum Łodzi, które ma zmienić wizerunek miasta przybliżając je do warszawki ale oddalając od historii, przeszłości i tego co o wyjątkowości Łodzi stanowi. Nowe centrum Łodzi jest jak nowa, młoda żona kiedy nie zainwestowaliśmy w ratowanie związku ze starą żoną. Jest nowoczesność, jest błysk szkła i poler kamienia, nie ma wspomnień ani o czym rozmawiać.
Może wszystko trzeba robić właśnie odwrotnie niż jest robione. Cała sytuacja mocno przypomina drugi sezon serialu Fargo, też o miasteczku przy skrzyżowaniu autostrad. Triumf korporacyjnych metod i pieniędzy nad indywidualizmem. Zdziesiątkowany klan Gerhardtów na kolanach.
![]() |
Fargo 2, e.1. |
Komentarze
Prześlij komentarz